<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Naród koreański pozdrawia Polskę">
<author_1="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="6">
<date="1951-06-24">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Dnia 7-go czerwca po osiemnastodniowym pobycie w Korei, powróciła do Warszawy delegacja polska, która zawiozła dary naszego społeczeństwa dla dzieci bohaterskiego narodu. Jednym z członków tej delegacji była Halina Krzywdzianka, młodzieżowa działaczka z województwa krakowskiego. — Bardzo ciężkie jest życie ludzi koreańskich — opowiada Halina Krzywdzianka. — Aby to zrozumieć — wystarczy patrzeć na ich twarze, wychylające się po każdym nalocie ze swoich ziemianek, na ich zaciśnięte gniewne usta, wzrok podniesiony w górę, gdzie przed chwilą warczał samolot, wystarczy posłuchać jak dźwięczy w ich mowie jedno słowo — „Amerykanie". — Ci ludzie już rok czasu nie mają domu, nie mają pod dostatkiem jedzenia, ubrania, co parę minut słuchają huku blisko rozrywających się bomb. Co dzień żegnają swoich bliskich, którzy giną od kul amerykańskich. Ale mają jedno — głęboką wiarę w zwycięstwo — w zwycięstwo prawdy nad kłamstwem. — Widziałam ruiny Phenianu — miasta, w którym przed wojną żyło 400.000 ludzi, w którym były piękne domy, parki, duże fabryki, uczelnie i szpitale. Dziś widać szkielety sterczących kominów, jeden obok drugiego, głębokie doły wyżłobione przez bomby. Spalone drzewa, które już nigdy nie rozwiną swych zielonych liści. Ślady kiedyś asfaltowych — dziś szarych podziurawionych ulic. Ale mimo to Phenian żyje i jutro będzie żył. Żadna siła, żadne bomby nie zabiją narodu, który tak jak koreański kocha swoją Ojczyznę — kocha wolność, który tak, jak naród koreański chce żyć. Myli się ten kto myśli, że naród ugina się pod cierpieniem, że cierpiący płacze. — Nie — naród nie płacze, ani się nie skarży — ten wielki naród jest niezwyciężony. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
